• Wpisów:141
  • Średnio co: 21 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 00:04
  • Licznik odwiedzin:29 435 / 3087 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wszystko układa się lepiej, niż bym mogła pomyśleć. Wszystkie te niepowodzenia pt. porażka przy próbie rozpoczęcia nowych studiów od początku okazują się wychodzić mi na dobre. Mam pracę, w końcu taką z prawdziwego zdarzenia, co najśmieszniejsze, pracuję zgodnie z wykształceniem. W firmie jest tak świetna atmosfera, że lepszej wymarzyć bym sobie nie mogła. Nigdy nie sądziłam, że będę to uważać za istotne ;) Całe moje życie jawi mi się w różowych barwach, praca, związek,nosz niemal całość. Wszystko jest tak IDEALNE, że aż strach. A ja jestem spokojna :)
  • awatar igniis: Strasznie się cieszę. Jesteś świadectwem na to, ze nie warto tracić nadziei i że w końcu wszystko się ułoży. Aż uwierzyłam, że może i na mnie przyjdzie taki dobry czas.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Nic mnie tak nie bawi, jak moje przekonanie, że przecież nie palę i to ostatnia paczka, którą kupuję, bo przecież NIE PALĘ.
Postanowiłam za to rzucić/mocno ograniczyć piwo (oraz zdrowiej jeść, bo aż mi słabo ostatnio, ale to przyszło mi o dziwo bez problemu), bo to, co się dzieje to spore przegięcie. W związku z tym, w sobotę zamiast wypić 2 piwka z kulturą, wypiłam butelkę wina przed komputerem i całkiem uroczo mnie ululało. Na stwierdzenie M., że jestem nawalona jak szpadel odpowiedziałam, że nie, bo nie mam absolutnie żadnych problemów z utrzymaniem się w poziomie. Brawo!
Poza tym czipsy z cukinii uważam za kulinarne odkrycie roku, nie wiem jak mogłam nigdy na to nie wpaść.
Kolejnym celem jest spróbowanie dyni, bo mieszkam w Narnii i nigdy nie jadłam. Jestem taka szalona.
Czuję też, że leveluję w mojej roli barmanka-psycholożka. Już pal licho, że mężczyźni siadają mi przed bar się zwierzać, taka praca, nie poradzisz. Ale tego, że zaczną mi przy tym płakać, to się w najśmielszych snach nie spodziewałam. Co dalej? Jak żyć, panie premierze?
  • awatar igniis: Czipsy z cukinii? Ciekawe.A jak je robisz? Bo też chcem takie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Zaprawdę, powiadam Wam, AMOL jest genialny na absolutnie wszystko. Zbliża się jesień, sezon chorób i przeziębień wszelakich (nie zgadniecie, kto go zapoczątkował...). Wspomnijcie w trakcie grypy moje słowa. AMOL jest doprawdy lekiem cudownym, w dodatku, wbrew pozorom, fajnie pachnie (ta cynamonowa nuta <3). Polecam zwłaszcza wcieranie w celu rozgrzania (klatki piersiowej chociażby, przy kaszelku ;)) i aromaterapii.
Na sraczkę, na ból głowy, na brak loda, na nerwowość.
Reklamę robię za darmo, bom młoda i głupia.
Teraz planuję się pustaczyć przez najbliższe kilka miesięcy i bawić w depilację enzymatyczną. Jak zadziała - będzie darmowa reklama 2 ;)
  • awatar Stawonog: @przytulanka92: Dziurawiec jest niekompatybilny z antykonceptami. Niestety (albo stety :P), mając do wyboru grypę i dziecko, to na chwilę obecną wybieram bramkę nr 1 ;)
  • awatar przytulanka92: na jesień fajny też dziurawiec ; )
  • awatar Franny: Ale fotka zawsze najważniejsza :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Egzamin licencjacki za 3 godziny i 35 min. Z jednej strony - nigdy się tyle nie uczyłam i umiem serio dużo. Z drugiej, mam wrażenie totalnej pustki w głowie + mętlik co do tego, czy to, czego nauczyłam się z metodologii jest dobrze, bo jest sporo wątpliwości, ale co zrobię? Fizycznie czuję się strasznie, boli mnie głowa straszliwie od wczoraj i rzygałam cały wieczór, jak na złość się chyba zatrułam. Natomiast z drugiej strony jestem jakaś taka wychillowana, mimo towarzyszącej temu nerwowości.
Trzymać kciuki! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Praca za barem óczy.
- Gdzie będzie Pan siedział [co by podać zamówienie do stolika]?
- Teraz pójdę do toalety.
 

 
A w ogóle, to sprawdziłam odpowiedzi z tej historii rozszerz. nieszczęsnej i... zdałam, zdałam, zdałam! Witaj Uniwersytecie Ekonomiczny! :D
Naturalnie możliwości, że w tym roku gwałtownie próg podskoczy nawet nie dopuszczam do świadomości. Przyjmuję, że się z definicji dostałam i nie widzę innej opcji ;)
Kosztowało mnie to tyle wysiłku i zdrowia psychicznego, że obiecałam sobie, że nigdy więcej takiego kombo - praca+praktyki (łącznie 160godzin miesięcznie)+studia (dzienne!) +intensywna nauka na maturę+ bieżący materiał. Oczywiście zero wolnego. No i przeprowadzka w międzyczasie. Po tym wszystkim, w poniedziałek, spałam 13 godzin, padłam i odsypiałam poprzedni miesiąc.
Obecnie sesja jawi mi się jako czas błogiego relaksu i odpoczynku. I na bloga - wznawiania mego życia towarzysko-kulturowego!
Na pierwszy ogień - Twin Peaks, za który zabieram się już chyba rok i zabrać się nie mogłam. Jestem na początku drugiego sezonu, o dziwo - wydaje mi się lepszy niż pierwszy, co jest chyba dość nietypowym.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Z rozmówek paramałżeńsich.
- M., teraz to będziesz chyba musiał kiedyś iść ze mną na jakąś imprezę rodzinną czy coś
- Coooooo?
- No skoro już razem mieszkamy, to co najmniej wypada....
- Muuuszęęę? Ty musisz mi mówić, że takie rzeczy to idą w pakiecie razem z Tobą! Ja nie wiedziałem i nie wiem, czy bym się podjął!

Cały M. w swej wredocie ;)
 

 
Przeprowadziwszy się.
Nie mamy łóżka, więc od tygodnia śpię na ziemi. Nie mamy też biurka, więc pracuję przy stoliku kawowym. Dzięki tym dwóm niedoborom natury meblowej chronicznie bolą mnie plecy. W dodatku M. ukazał swoją sadystyczną naturę i tak, jak na łóżku to ja się zazwyczaj rozpycham, tak teraz, jak śpimy na dechach i kocu, jestem dosłownie WGNIECIONA w ścianę. Lada chwila będę wyglądać jak te psy z płaską mordą.
Prócz tego zastanawiam się, jak delikatnie przekazać moim rodzicom, że się od nich wyprowadziłam. Teraz myślę, że można było to rozegrać lepiej, no ale cóż. Mądry Polak po szkodzie.
Po przerobieniu kilku arkuszy maturalnych z historii nabrałam absolutnej pewności, że tego gówna nie zdam, a że nie mam planu B, to w przyszłym roku akademickim będę robić sama nie wiem co.
Obecnie, jak już wcześniej wspomniałam, jestem tak zajebana pracami wszelkimi, praktykami, studiami, maturą, ogarnianiem się na nowym mieszkaniu, że ledwo znajduję czas na cokolwiek ponad podtarcie własnego tyłka.
Acz trzeba odnotować - jestem w tym wszystkim przeszczęśliwa, mimo potwornego zmęczenia :)
 

 
Mój układ nerwowy ślizga się po granicy wytrzymałości. Nie wiem jak się nazywam, nie mam czasu spać, a kiedy już znajdę chwilę, to nie mogę, bo jestem tak zestresowana. Po raz pierwszy w życiu mogę z ręką na sercu powiedzieć, że za dużo na siebie wzięłam i nie ma w tym ani krzty przesady.
Na szczęście jeszcze tylko miesiąc. A potem pójdę nad Wartę i najebię się tak, że do domu będzie trzeba mnie nieść, co zważywszy na to, że będę już wtedy mieszkała 200m od Starego Rynku nie powinno być nawet specjalnie upierdliwe dla towarzystwa.
Btw, wynajmujemy pokój od tak głębokiego metala, że serio boję się, że zamiast tradycyjnego witania chlebem i solą (tudzież w wersji polskiej - wódką i ogórkami) otrzymamy ucztę z kota i krwi dziewicy.
Ale gość mega spoko.
 

 
I oto i już praktycznie mamy mieszkanie! Dzisiaj oglądamy w samiutkim centrum, więc z dostawą pizzy problemu nie będzie (tak, jakby kiedykolwiek był ;)).
 

 
Z serii "kto by pomyślał".
Przygotowując się do przeprowadzki chciałam zakupić jakieś akcesoria domowe. I tutaj pojawił się szok: jakim cudem głupi kosz na brudną bieliznę może kosztować od 50 zł w górę? 200 zł to nie jest rzadki widok.
Postanowiłam rzucać wszystko w kąt tudzież do kartonu po piwach.
 

 
I zatem się stało.
W zasadzie, to dzieje się, bo sprawa się jeszcze nie dokonała, a nawet dokonywać, tak po prawdzie się nie zaczęła. Ale do rzeczy! Marzenie życia się spełnia, wyprowadzam się z domu, od maja mieszkam z M. Czy jestem przestraszona? Tak. Myślę sobie, że trzeba kupić 2 kosze na brudne gacie, co by jego fatałaszki broń boże nie miały kontaktu z moimi, bo to na życie w grzechu zakrawa.
Oraz przysięgam nie popaść w kurodomostwo. Nie żeby mi to znowu groziło, zwłaszcza przy moim zamiłowaniu do garów i ściery.
By się utrzymać będę musiała się prawdopodobnie puszczać. Albo zakładać większe dekolty do pracy, co by napiwki się sypały niczym manna z nieba (chociaż - nie mogę na nie ostatnio narzekać, 1/2 wypłaty z nich odbieram ostatnio ;)),
Poza tym szukanie poważnej pracy powoduje u mnie myśli samobójcze i jakże radosne okrzyki 'JESTEM ZEREM', tudzież 'DO RESZTY KOGOŚ POJEBAŁO!'. Lecz nie tracę nadziei, znajdę sobie na pewno do wakacji jakieś całkiem sympatyczne, rozwijające i nieźle płatne 3/4 etatu, które będę mogła na studiach przemienić w 1/2 etatu, a wrota mojej kariery otworzą się na oścież ku krainie wiecznej szczęśliwości i rzygania tęczą.
Ogólnie to przewesolutko ostatnio, tryskam humorem i energią, mimo że mogę sprawiać inne wrażenie, notorycznie zasypiając na ćwiczeniach (dzisiaj absolutny rekord, przespałam bite 40 min), ach te poniedziałki. Teoretycznie nic takiego mi się nie udaje, pracę dalej mam mało perspektywiczną, studia mam takie, że o kant dupy z tym (za to ludzie wspaniali!), na maturę robię niewiele, mój chłopak od 3 tygodni umiera, co pozwala mi podejrzewać, że ma tak naprawdę 80 lat (sprawę spadku już obgadaliśmy - bierę laptopa), a mój ojciec się fochnął, bo jest moim ojcem. Do tego nic nie robię (a co gorsza - nawet nie zamierzam!) na egzamin licencjacki i śmiem w tym wszystkim oczekiwać dobrej pracy oraz uważać, że proponować poniżej 10 zł na rękę za człowieka po kursach, studiach i lekturze '100 sposobów na robienie loda' jest nieprzyzwoite.
Aczkolwiek, z ręką na sercu: świat jest cudownym miejscem!
 

 
Jak ładnie, jak wesoło, jak miło! Wprawdzie popadłam w doprawdy pustaczy nastrój i kupuję ubranka, buciki, ale cóż - wiosna! Taki nastój zdarza mi się max 3x w roku, więc a co tam - po coś pracuję :) Najchętniej chodziłabym ubrana cała w kolory tęczy i na fali tego kupuję kolorowe fatałaszki, bo ludu kochany -wiosna, wiosna, wiosna! Na chwilę obecną żyję w przekonaniu, że nic nie jest w stanie zburzyć mojego nastroju, a optymizm, to moje drugie imię. Wierzę, że maturki pyknę jak z płatka, że zdążę w międzyczasie praktyki pyknąć, a i następne studia, na które oczywiście się dostanę bez problemu, również się po prostu pykną. Zatem odkurzamy rower, wyciągamy rolki, kompletujemy strój do joggingu. A to wszystko dlatego, że jest wiosna, a ja kupiłam sobie jasnozielone spodnie, których nie mam do czego nosić, ale na boga - są w kolorze wiosny!
  • awatar tajemniczybluznierca: zamierzam tak samo pyknąć jak i Ty :)
  • awatar igniis: Nareszcie ktoś pozytywnie nastawiony. Pół pingera jakieś zdołowane a tu proszę. Słoneczko takie :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Myśl o Openerze mnie opanowała, każdą chwilę poświęcam na obmyślanie jak skołować 600 zł i nie mieć wyrzutów sumienia z powodu wydania ich na 4 dni zabawy. Bo nie okłamujmy się - kasę mieć będę, tylko, że tak naprawdę jeśli wydam 600 zł na festiwal i potem będę chciała gdzieś jechać z M., a będę chciała i potem jeszcze Woodstock i zakładając, że dostanę się na UE (a trzeba myśleć pozytywnie i innej opcji nie dopuszczać do siebie), to będę potrzebować kursu j. hiszpańskiego i przy tych wszystkich planach i wydatkach na koniec wakacji będę wgryzać zęby w ścianę.
Zatem z uporem maniaka sprawdzam wszędzie, czy nie ma czasem jakiegoś konkursu z biletami na Openera do wygrania. Raz się udało, może i drugi raz mi się poszczęści? O naiwności!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Mój stosunek do moich studiów i całego tego śmiesznego egzaminu licencjackiego chyba najlepiej oddaje to, że po przeczytaniu, kto wystąpi na tegorocznym Openerze poważnie rozważam, która impreza lepsza - licencjat czy koncert. Egzaminy mam 9 i 10 lipca, Opener trwa 4-7.
Uczyć się czy się nie uczyć, oto jest pytanie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Robiąc porządek z PITami trafiłam na tablo z LO, gdzie oczywiście przeraziłam się widokiem mojej pyzatej, zaspanej i potarganej osoby. Natchniona tym wspaniałym widokiem stwierdziłam, że odpalę film studiówkowy, na którym jestem przez całe 30s.
O wielki bobrze, dziękuję Ci, że tylko tyle.
Wiem, że jakimś cudem schudłam z twarzy na studiach - widzę to na zdjęciach, więc facjata mnie w żaden sposób nie szokowała, bo wiem, że jest lepiej. Nie że dobrze od razu, ale lepiej.
Lecz doprawdy, to jakim wielorybem okazuję się być na studiówce, tego nie da się w żaden logiczny sposób wytłumaczyć. Zaraz zabiorę się za przeszukiwanie zasobów wszelakich, by ustalić, ile wtedy ważyłam. A jak się okaże, że ważę tyle samo - no cóż... nie byłoby dobrze, o nie.
Dieta time (!).
Sweet Jesus, byłam chyba w pierwszej dziesiątce najgrubszych osób w szkole. Jak ja mogłam tak żyć, panie premierze, no jak?
To się musi w końcu zmienić. Niech już przychodzi ta wiosna, bo wiele biegania przede mną w tym sezonie. Nie ma lipy!
 

 
Nie wiadomo o co chodzi, ale nagle oferty sypią się jak z rękawa. Zadzwoniono do mnie z Urzędu Miasta, gdzie składałam papierki o staż jakiś miesiąc temu, że rozmowa w czwartek. Jak się dzieje, to wszystko na raz, przezabawny jest ten świat.
Powoduje to pewne komplikacje z ARiMRem, bo wiadomo - się nie rozdwoję, a jakoś tak przypadkowo wyszło, że stałam się odpowiedzialna za ten projekt. Odpowiedzialna z ramienia wykładowcy, zabije mnie, jak mu teraz powiem 'Sorry bro, ja jednak odpadam'. Cóż, mam nadzieję, że pozostałe osoby się nie zaczną masowo wykruszać.
W ogóle, najlepsze z tego wszystkiego jest to, że na co bym nie poszła (staż w Urzędzie czy też praktyki w ARMiRze), to nagle się okaże, że będę pracować 170 godz. miesięcznie (bo przecież jeszcze kawiarnia i kadry i sprzątanie) + studia dzienne + nauka na maturę.
Padnę na pysk, ale mam nadzieję, że w przyszłości mi się to zwróci.
 

 
Jest dobrze, jest wręcz cudownie oraz dostałam się na praktyki do ARiMRu, dzięki czemu stanę się biegła w obsłudze kserokopiarki, co od zawsze przecież było moim marzeniem, bo czyim nie jest. Wszystko się układa i tryskam optymizmem, nawet klienci za barem są jacyś bardziej kumaci ostatnio. Przeuroczość i szczęśliwość.
Chciałabym jeszcze gdzieś wyjechać, tak na 2 tyg., ale to się póki co nie uda. Norwegia podobno jest niezła i wcale nie aż tak zimna, może kiedyś namówię Pantofla... Albo pojadę sama :)
Wierzę, że się dostanę na studia, bo przecież wystarczy, że zdam maturę na 30%, to nie może być trudne. Rodzina się patrzy na mnie z politowaniem, znajomi mnie dopingują, równowaga w przyrodzie zachowana.
Everything is in the right place.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Chcę zajebistego seksu i zaraz zwariuję z tego powodu. Na boga, mam swoje potrzeby!
  • awatar unchico: współczuję Ci szczerze! :D
  • awatar Lena91: zapraszam do zabawy, szczegóły u mnie na pingerze :)
  • awatar Gość: ruchne jakams od zaraz
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
M. obronił inżyniera, dyplom z wyróżnieniem, więc się wczoraj uchlawszy, więc dzisiaj kacowo jedliśmy pizzę i oglądaliśmy wszystkie możliwe seriale, od Housa po My Little Pony - Friendship is magic (rzyg tęczą).
Prócz tego w weekend ktoś zgubił przy barze 50 zł, więc mój napiwek za dwa dni wynosił prawie 100 zł, co się w mojej kawiarni nie zdarza. Było z czego chlać oraz będzie trochę na książkę :)
Oraz - przyszło mi poznać osobę, która chyba w życiu nie kupiła żadnej książki, mając się tym samym za osobę inteligentną. Abstrakcja. Doprawdy, książki kupować trzeba, chociaż z 3 w roku, dla przyzwoitości i rozwoju piśmiennictwa :) Podobnie sprawa się przedstawia z chodzeniem do kina.
W każdym razie mam wyjątkowo dobry humor, a jak mam dobry humor, to moje wpisy są z dupy, a tym razem wręcz z nutą moralizatorstwa, którego nie znoszę, oł je.